Opłatę paliwową zapłacą nie tylko kierowcy

Wprowadzany przez PiS nowy podatek, w postaci dodatkowych 25 groszy do ceny każdego litra paliwa nie dotyczy wyłącznie kierowców. Zapłacimy za niego wszyscy a dotknie najbardziej ludzi o najniższych dochodach, którzy nie koniecznie jeżdżą prywatnymi samochodami i kupują benzynę.

Przyjmuje się, że średnio w każdym towarze 10% stanowią koszty jego transportu. Udział ten jest jednak zróżnicowany w zależności od rodzaju towaru. Największy jest w towarach żywnościowych, które łatwo się psują, są trudne do przechowywania i wymagają częstych dostaw, a więc takich jak owoce, warzywa, wyroby piekarnicze, nabiał oraz temu podobne. Udział kosztów transportu może tu sięgać nawet 30%. Ponadto, im przedsiębiorstwo mniejsze, tym większy udział kosztów transportu w całości kosztów a branża przetwórstwa spożywczego, podobnie jak produkcja surowców żywnościowych jest w Polsce dość mocno rozdrobniona. Producenci żywności poniosą więc dodatkowe koszty, które w efekcie wymuszą podwyżki cen, lub doprowadzą do bankructwa części mniejszych, zwykle rodzinnych firm. Czy PiS przyjdzie na ratunek, tym, którzy zbankrutują a ich rodziny pozostaną bez dochodów?

Wyższe ceny benzyny bezpośrednio przekładają się na wzrost wszystkich cen, w tym zwłaszcza cen żywności. Ta zaś w koszyku wydatków przeciętnego „Kowalskiego” stanowi około 25% ogółu wydatków. Im niższe dochody, tym udział wydatków na żywność jest większy. To kolejny dowód na to, że za podatek paliwowy pośrednio zapłacą rodziny o najniższych dochodach, gdzie koszty żywności stanowią główną pozycję w strukturze wydatków, znacznie przekraczającą owe statystyczne 25%.

Wzrost cen paliw nie pozostanie bez wpływu na ceny transportu publicznego, z którego w najmniejszym stopniu korzystają „samochodziarze”. Ceny biletów najprawdopodobniej więc wzrosną. Prawdopodobne jest również, że winą za ewentualne podwyżki obciążone zostaną władze samorządowe.

Firmy transportowe, które jak do tej pory dzielnie stawiały czoła protekcjonistycznej polityce krajów Europy Zachodniej, obecnie ucierpią wskutek decyzji podejmowanych przez własny rząd. Część z nich utraci konkurencyjność, inne będą zmuszone wycofać się z biznesu.

Jak szacują ekonomiści Credit Agricole, wpływ efektów bezpośrednich i pośrednich związanych z nowym podatkiem przyczyni się do zwiększenia tempa wzrostu cen (CPI) o około 0,4 punktu procentowego. Wydaje się, że to niewiele, jednak dla części biznesu i gospodarstw domowych może być bardzo dotkliwe.

Spółki PKN Orlen i Lotos ogłosiły, że wprowadzona opłata paliwowa nie musi przełożyć się na wzrost cen benzyny. Nie jest to żadna zobowiązująca je deklaracja. Na razie spółki te korzystają z dość niskich cen ropy naftowej oraz słabego dolara. Co będzie jeśli złoty straci na wartości a ceny ropy wzrosną? Czy wówczas, po cichu nie doliczą opłaty paliwowej w cenę sprzedawanej benzyny, tłumacząc podwyżkę wyższymi kosztami zakupu surowca? A jeśli tego nie uczynią, to czyż nie będzie to działanie na szkodę spółki? Kodeks karny do działań takich zalicza również utracony zysk, czyli to co firma mogła zyskać, gdyby nie zaniechanie działań, zaś nakazuje podjęcie ścigania z urzędu, gdy na stratę narażony jest Skarb Państwa, co miałoby miejsce z powodu mniejszych wpływów podatkowych.

Maria Drozdowicz