Obawy przed wzrostem inflacji

Wskaźnik Przyszłej Inflacji (WPI), prognozujący z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem kierunek zmian cen towarów i usług konsumpcyjnych w styczniu 2020 r. wzrósł o 0,4 punktu i był to najsilniejszy jednorazowy wzrost wskaźnika od blisko dwóch lat.

W przestrzeni publicznej istnieje wiele obaw zarówno o poziom inflacji w najbliższych miesiącach, jak i o trwałość tendencji inflacyjnych. O jej wysokości oraz o tym czy zagości u nas na dłużej zadecyduje splot czynników o charakterze lokalnym oraz globalnym. Czynniki lokalne to przede wszystkim jednorazowe podwyżki cen szeregu usług i towarów, takich jak ceny prądu, ceny usług komunalnych, cena siły roboczej (płaca minimalna). Ich działanie choć winduje nieraz wskaźnik cen konsumpcyjnych CPI na zdecydowanie wyższe poziomy, to jednak impuls inflacyjny nie utrzymuje się długo (na ogół kilka miesięcy). Istnieją jednak czynniki, które mogą utrwalić i dodatkowo podbić wzrost cen wywołany skokową podwyżką cen wybranych towarów i usług. Należą do nich działania nakierowane na stymulowanie popytu, do których należą różnego rodzaju świadczenia socjalne oraz podnoszenie płacy minimalnej. Ich wzrost skierowany jest na ogół do grup konsumentów charakteryzujących się wysoką skłonnością do konsumpcji i niską skłonnością do oszczędzania. Wykreowany dodatkowy impuls popytowy, w zależności od jego skali, nie tylko nasili inflację ale również może utrwalić ją na dłużej. W grupach gospodarstw domowych o niższym udziale konsumpcji i wyższej skłonności do oszczędzania, ujemne oprocentowanie lokat bankowych skieruje zgromadzone środki na inne cele, z czego część mogą stanowić przyspieszone wydatki konsumpcyjne oraz inwestycje w nieruchomości.
Wreszcie, czynniki o charakterze globalnym charakteryzują się obecnie podwyższonym ryzykiem, co może mieć wpływ na wzrost cen podstawowych surowców, w tym zwłaszcza cen ropy naftowej oraz żywności.

Spośród ośmiu składowych wskaźnika w tym miesiącu dwie działały w kierunku spadku inflacji, pozostałe sześć w kierunku jej wzrostu.

Największy wpływ na wzrost wskaźnika miały podwyższone oczekiwania przedstawicieli sektora produkcyjnego co do kształtowanie cen na produkowane przez nich wyroby. Jeszcze przed miesiącem odsetek przedsiębiorców zgłaszających zamiary podnoszenia cen zmniejszał się. Obecnie ich udział wzrósł znacząco a przewaga firm planujących podwyżki nad tymi, które zamierzają ceny obniżać wzrosła z około 5% przed miesiącem do ponad 13% obecnie. Deklaracje wzrostu cen w największym stopniu pochodzą od firm małych – zatrudniających do 50 pracowników, jednak również w firmach największych skłonność do podnoszenia cen znacząco zwiększyła się. W układzie poszczególnych sektorów podwyżki najczęściej deklarowane są przez producentów żywności, w dalszej kolejności przez przedstawicieli nietrwałych dóbr konsumpcyjnych. Jeśli plany producentów zostaną zrealizowane, z pewnością odbije się to na poziomie przyszłej inflacji. Na razie nie widać zdecydowanych ruchów po stronie producentów i cen po jakich handlują między sobą. Wskaźnik cen PPI nie wykazuje tendencji do wzrostu w większości sektorów produkcyjnych za wyjątkiem usług komunalnych takich jak dostawa wody, energii elektrycznej czy gospodarki odpadami. Wzrost cen tej kategorii usług może oczywiście wpłynąć na wyższe ceny w pozostałych obszarach działalności gospodarczej, pod warunkiem jednak że podwyżki te nie zagrożą ograniczeniem popytu.

Oczekiwania konsumentów na temat ewentualnego wzrostu cen również uległy nasileniu, jednak w znacznie mniejszym stopniu niż w przypadku oczekiwań producentów. Blisko dwukrotnie w porównaniu z danymi sprzed miesiąca wzrósł odsetek konsumentów spodziewających się szybszego niż dotychczas wzrostu cen (z 5% do 11%).

Pomimo konfliktów i zawirowań politycznych na świecie wskaźnik cen surowców publikowany przez IMF zachowuje się dość stabilnie a ceny ropy naftowej od kilku miesięcy oscylują wokół 60$ za baryłkę. Obserwowane w ostatnich miesiącach niewielkie umocnienie złotego względem dolara przy stabilnych cenach ropy czyni dla polskich odbiorców import tego surowca nieco tańszym, co działa stabilizująco na ceny.