Firmy pod presją rosnących kosztów


Wskaźnik Wyprzedzający Koniunktury (WWK), informujący z wyprzedzeniem o przyszłych tendencjach w gospodarce, w styczniu 2019 roku spadł o 0,3 punktu w stosunku do miesiąca poprzedniego.
Tym samym utracił to, co zyskał w ubiegłym miesiącu i powrócił do obserwowanego od pierwszych miesięcy ubiegłego roku trendu spadkowego. Przedsiębiorstwa w coraz większym stopniu odczuwają skutki słabnącej koniunktury w Europie. Jednak największą bolączką większości rodzimych przedsiębiorstw jest pogorszenie ich sytuacji finansowej, co jest bezpośrednią konsekwencją rosnących od ponad roku kosztów prowadzenia działalności gospodarczej.

Spośród ośmiu składowych WWK, w tym miesiącu cztery nieznacznie poprawiły się, dwie pozostały na poziomie miesiąca poprzedniego i dwie uległy pogorszeniu.

Do spadku wskaźnika w największym stopniu przyczyniło się znaczące pogorszenie sytuacji finansowej firm. W styczniu br. wskaźnik obrazujący kondycję finansową przedsiębiorstw sektora produkcyjnego spadł o blisko 6 punktów, co jest największym jednorazowym spadkiem w ciągu ostatnich ośmiu lat. To nagłe załamanie opinii menadżerów wynika prawdopodobnie z zapoznania się z bilansami za rok ubiegły, gdzie wyniki finansowe okazały się gorsze od oczekiwań. Główna przyczyna pogorszenia stanu finansów przedsiębiorstw to rosnące koszty. Wśród nich najpoważniejszą pozycję stanowią koszty pracy. W styczniowych badaniach koniunktury blisko 60% ankietowanych przedsiębiorców wskazuje koszty pracy jako główną barierę rozwojową. Im mniejsza firma tym większy udział i rola kosztów pracy w kosztach ogółem. Jednocześnie przedsiębiorcy zdają sobie sprawę, że koszty te w najbliższym czasie będą rosły zarówno ze względu na brak pracowników jak i ze względu na kolejne wprowadzane obciążenia związane z zatrudnieniem.
Utrzymujący się od dłuższego czasu niski poziom inwestycji sektora prywatnego w maszyny i urządzenia jest kolejnym powodem wzrostu kosztów. Może to brzmieć paradoksalnie, bo na ogół wyższe wydatki inwestycyjne podnoszą w krótkim okresie koszty ogółem, jednak po pewnym czasie zwracają się i przynoszą dodatkowe zyski. Jeśli jednak firmy nie inwestują w nowe moce produkcyjne, zwłaszcza w warunkach dobrej koniunktury, ich stopień wykorzystania jest bardzo wysoki, czemu towarzyszy systematyczny wzrost kosztów ich utrzymania (remontów, napraw i zakupu części zamiennych) a i tak po pewnym czasie część maszyn ulega całkowitemu zużyciu. Ostatnie badania wskazują, że prawdopodobnie z taką sytuacją mamy do czynienia obecnie. W ostatnich trzech miesiącach średni odsetek wykorzystania mocy produkcyjnych w polskim przemyśle spadł o 2 punkty procentowe (z 83% do ok. 81%). Jednocześnie wzrósł odsetek firm uznających brak odpowiednich maszyn za istotną barierę prowadzenia działalności gospodarczej. Praktycznie, oznacza to, że część maszyn w wyniku intensywnej eksploatacji została zlikwidowana lub wyłączona z produkcji a brak wcześniej poczynionych inwestycji w nowocześniejsze maszyny zmniejszył konkurencyjność oferowanej produkcji i przychody ze jej sprzedaży.

Kolejną składową, która uległa pogorszeniu, to zamówienia. W styczniu 2019r. po raz kolejny przedsiębiorstwa informowały o spadku tempa napływu nowych zamówień. Tendencje tę obserwujemy od początku 2018 roku. Podobnie jak w miesiącach poprzednich spadek ten w większym stopniu dotyczył zamówień pochodzących od zagranicznych odbiorców, niż w przypadku zamówień kierowanych na rynek krajowy. W styczniu br. nawet największe przedsiębiorstwa produkcyjne, które jeszcze pod koniec ubiegłego roku nie odczuwały spadku zamówień, obecnie odczuwają go niemal na równi z firmami pozostałych grup wielkości.

W styczniu 2019 r. w magazynach przedsiębiorstw nieznacznie zmniejszył się poziom zapasów wyrobów gotowych. Z jednej strony spadek taki o tej porze roku jest konsekwencją zwiększonej sprzedaży z poprzedniego miesiąca oraz poświątecznych wyprzedaży. Jednak równie prawdopodobne jest, że przedsiębiorstwa redukują zapasy w odpowiedzi na spadający popyt. Za takim scenariuszem przemawiają ostatnie dane na temat wielkości produkcji sprzedanej.

Pomimo drastycznego pogorszenia stanu finansów w firmach i wolniejszego napływu nowych zamówień, menadżerowie przedsiębiorstw w styczniowych badaniach niewiele stracili na optymizmie (spadek rzędu 0,6 p. proc.). Polscy przedsiębiorcy już nie raz wykazywali znaczne jego pokłady nawet w warunkach wyraźnych oznak nasilających się trudności w prowadzeniu biznesu.

W niewielkim stopniu poprawiła się wydajność pracy w sektorze przedsiębiorstw produkcyjnych. Wynikała jednak ona głównie ze zmniejszonej liczby dni pracy w grudniu ub. roku. W dłuższym okresie, to jest od ponad dwóch lat wydajność pracy, liczona jako wartość produkcji przypadająca na jednego zatrudnionego w ciągu jednego dnia pracy, obniżała się. Zjawisko to ma bezpośredni związek z niskim poziomem inwestycji sektora prywatnego w nowoczesne linie technologiczne, ze zużyciem technicznym maszyn i urządzeń oraz wydrenowanym rynkiem pracy, gdzie coraz trudniej o wykwalifikowanych pracowników.

Podaż pieniądza M3 (w ujęciu realnym oraz po usunięciu wpływu czynników sezonowych) rosła nieco wolniej niż przed miesiącem a jej wzrost wynikał głównie z wyższych depozytów gospodarstw domowych, co miało zapewne związek z wypłatami wynagrodzeń powiększonymi o coroczne nagrody i tzw. trzynastki.

Tempo zadłużania się gospodarstw domowych z tytułu kredytów nie zmieniło się istotnie w stosunku do sytuacji sprzed miesiąca.

Wartości podstawowego wskaźnika giełdowego WIG w ujęciu realnym nieznacznie wzrosły, jednak na razie trudno te wzrosty uznać za sygnał przełamania złej passy na warszawskiej giełdzie.